bajeczki (2)
Było to jeszcze w czasach kiedy Książę Pepsin wraz z księżną Asjią rządzili tą cudną, piwą i chipsami 3d płynąca krainą. Był ciemny listopadowy wieczór, zrywane chamsko przez wiatr liście zalepiały rybie pęcherze w oknach wiejskich chat z jednakową siłą jak i klasztorne witraże z opisem wymyślonych bitew Księcia Pepsina. Kamienny bruk i jedynie stara lampa były świadkiem powrotu pewnego rycerza z knajpy. Rycerza, hmm tylko ciemność i blachy na grzbicie pozwalały sądzić że to pijane w cztery owcze dupy coś co wlekło się po ulicy jak snowbordzista w half-pipe tylko że w zwolnionym tempie, nie muszę dodawać ze ten snowboardzista pierwszy raz na desce. Otóż z nieprzykrytego niczym łba parowało coś co pewnie wcześniej błyskało z godnością w szkle z napisem „kufel – kaucja 4 złote” . Niebyło by w tym nic szczególnego , przecierz co dzień co noc , z knajpy w stronę grodu wyruszało na pijany kurs wielu różnorakich indywiduów: kowali, upadłych rycerzy, parobków, wieśniaków co z 4 krowami na targ przyjechali i szli przepijać z chłopską godnościa utarg, złodziejaszkami czy też samego Księcia Pepsina który uwielbiał w przebraniu wyłazić, nażłopać się zwykłego jęczmiennego piwska, ze zwykłymi ludżmi, dac komuś zwyczajnie w mordę a nie tam bawić się w dyplomację, samemu też oberwać klnąc na rząd, kląc na kosciół, i na samego Księcia.... sam zresztą w pijanym widzie na murach swego grodu napisał najpierw Its a sin to be pepsin...... a potem w lekkim tłumaczeniu na swoiski jęcyk wysikał na śniegu napis: taki teraz ślub tu złożę ja Pepsina wychędożę. Często po takich ekscesach Książę zasiadał w sali poselskiej w przydymianych okularach.... no ale wracajmy do naszego szlajusa który ooo .. ledwo tylko spuścić z oczu to zaraz celuje przyodzeniem w drzewo.... potem stara się to przyrodzenie wygmerać w jakiś możliwie ligiczny sposób ze skórzanych portek, sięga za rozporek.. nic .. przecierz w tamtych czasach nie było rozporków.. po wielu wysiłkach odpioł guziczki i śpiewając „Parostatek” Krzysztofa Krawczyka zadarł z lekka głowę do tyłu,usiłując wbić rozbiegane oczy w gwiazdę i pomyśłec życzenie na wszelki wypadek gdyby ta gwiazda spadała.... no ale jak wiadomo rycerz ów miał problemy z ustawieniem gałek ocznych w jednej linii wiec sobie darował.... a już kompletnie darował sobie kiedy zapomniał życzenie....
-
w tem momencie z przeciwległej ulicy wyszedło również pijane coś, tylko to coś było trzy razy więkksze od naszego coś co sikało, miało skrzydła i zioneło i wlokło za sobą ogonek. Zgodnie z folderem turystycznym wydawanym przez Biuro Podróży „DRATEWKA” opis z zewnątrz by się zgadzał z największą sensacją Księstwa Pepsina - Smokiem Marcelim.... no pewnie tylko drobne różnice w charakterystyce postaci mogły bu się niezgadzać... grożny i przebiegły, postrach okolicy smok Marceli szedł zwiewnie jak nimfa i podśpiewywał.... pieski małe dwa sibon sibon......
Nasz bohater zauważył smoka, jego przyrodzenie wyczuło że coś nie tak , przestało sikać i spojrzało się na pana,a widząc jego minę schowało się i zagrzebało w spodniach.. Pan stał tak troszkę w końcu machnoł ręką, zwalając wszystko na bogu ducha winne butelczyny piwa „Pipson-strong” i zastąpił drogę smokowi
- Ej sory gościu masz ognia?
- Jasne
- fajnie bo ten no krzesiwko zostrawiłem w knajpie jak ten... no..... przypal gościu
- się robi
to smoczysko chciało wypuścić malutki płomyczek z dzióry pomiędzy zebami, ale jakoś wyszło zę kichneło, n i nie bez wpływu była zawartość spirytu we krwi smoka i nasz rycerz stał z rozgrzanymi blachami, popalonymi brwiami, łeb dymił, a machorka była spalona na wegielek, osmolony kompletnie jegomość ze zdziwieniem patrzył na to wszystko
- kurde nawet żem się nie zaciągnoł no, gościu tylko ten no... możesz przykręcić troszke tą swoją zapalniczkę? Bo ten no... kurde.. a tam i tak to palenie niezdrowe... – tu wyciągnoł z za pazuchy dwa batoniki w czekoladzie i bez zbednej konsternacji wcioł jeden na raz a drugim zaczoł się już normalnie powolutku delektować... smok dotąd oniemiały uspokojony spokojem dopiero co przypieczonego zaczoł się kajać....
- o jejusiu przepraszam cie kurdeczki normalnie coś mnie zatchło i kichłem,
- może być zatkał ręką gościu jak kichasz bo ten no nieku.. nie kiltr nie kalturalnie... – niewyraźność mowy zawdzięczamy batonikom karmelowym firmy „Ciągutka”
- no cho postawie ci brachu przeprosinowa kwartę piwska no, wiesz ja smokiem jestem i znasz mnie chyba...
- nie....- jegomosć zaczytał się właśnie w papierku po batoniku – no i masz, wiedziałem że sacharana... wiedziałem... tyle kalori....
- gazet nie czytasz? No co ty.. nowy jakiś?
- nie czytam ....hick... bo gazety kłamiom
- a zdjęcia nie widziałeś ? na każdym skrzyżowaniu praktycznie są plakaty i na monetach mnie biją ale z profilu o – tu smok stanoł profilem-
- a ja głupi myślałem że to taki popierdolone granice tego królestwa – wzioł monetę do ręki i przymknoł jedno oko i co i raz przerzucał wzrok to z monety to na prężącego prawy profil ale zezującego smoka – no no no... ujeli ci te podbródki, zmyślne bestje....
- Smok Marcel do usług, palenie stodół, żarcie dziewic, pusczczanie siarki, i zianie ogniem.. całodobowo..... z dojazdem..
- A ja ten rycerz zasadniczo jestem .. rycerz Obły Van Kenobi, ale że mnie wywalili za pijaństwo z zakonu Jedi, to teraz tylko Obły..... i nie prowadze usłóg publicznych... teraz tylko korzystam
- Aj aj aj pamiętam...ten słynny świetlny miecz, o kurdeczki no i ten no Kosmos.. jejkusiuniu czytałem no
- Stare dzieje.... – westchnoł Obły – a miecz zastawiłem bo ten, debecik mam na sakiewce rabatowej... gościu..... nie będziemy tak stać i gadać na sucho bo jakby ten no... można opryszczke dostać od gadania na wietrze
- No to co? Do baru?
- Wszystkie drogi prowadza do baru...
.....
Tam w tym barze nasi bohaterowie opowiedzieli sobie z grubsza życiorysy, przelecieli szybko obgadując najnowsze nowinki techniczne w karocach, bryczkach, obrgadali sprawy turniejów i mecze rycerskie, skrytykowali łapówkarstwo policji konnej, potem wpadli na temat niewyczerpalny - kobiety.... przeplótłwszy co jakiś czas jakąś fantazją tak doczekali ranka kiedy karczmarz już zniecierpliwiony wypieprzył ich na dwór.. obydwaj staneli zastanawiając się co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem, wtedy.. błysło prysło, zaczadziało, zaśmierdziało...
- ocho, zaczyna się – rzekł smok lekko się chwiejąc, i niedbale oparł się o płot.... który się właśnie zaraz potem ze smokiem przewrócił..
- co? Co się zaczyna????- zdezorientowany Obły nie wiedział na co patrzeć czy na zjawisko czy na smoka Marcelego którego już tylko dupsko wystawało z pokrzyw....
ale z zawirowań powietrza wyjawiła się postać w przepisowym szpiczastym kapeluszu i sukmanie w mapę nieba złotymi gwiazdami wyszywana...
- ale wypas.... skąd takie ciuszki? Pedzio? – rozdziawił gębę rycerz
- A kaszle się troszke... słuchaj ty jesteś rycerz Obły?
- No... no tak jakby.. a kto pyta?
- Mag .... Wuj Mag z Raffów... Miałeś się stawić u mnie wczoraj przed podwieczorkiem... ładnie... ładnie pierwszy dzień w robocie i od razu isę spóżniasz... – tu spojrzał na smoka i dodał.. - ale widze nie zasypiasz gruszek w popiele....
- a bo zegarka nie mam, i w ogóle, - tu Obły kaszlnął , starając się utrzymać pion przed Wujem Magiem
- szczególnie te w ogóle, nie chuchaj w moja stronę.... choćmy na zamek....
Smok jako że z wujem Magiem nie za bardzo się lubili no i oczywiście swędzące dupsko sprawiło że smok powiedział – no to ja już pójdę , co tak będę tu sam stał... i poszedł w kierunku swojej jamy, podrapując się co i raz po tyłku.
......
Tymczsem Książę Pepsin był zamknięty w swoim pokoiku i czekał, martwił się, od kilku tygodni jadł połowę tego co zawsze i nawet pomijał wieczorne schacki z pomocnicą kucharki, a co oznaczało że zgryzotę miał nielada. Problemem naszego ksiecia była nadmierna popularność smoka. Smoka dzięki któremu skarb państwa był pełen ale ksiażę Pepsin wyczuwał podświadomie że kaska kaską ale autorytarność księcia była podważalna poprzez samą istotę smoka, i co gorsza księżna Asja z którą miał po przekroczeniu przez nią lat 33 ożenić się (zapisane w popieprzonym testamencie ale tam) i już wtedy panować niepodzielnie, zaczeła otwierać wieczorem okno w swojej narożnej wierzy i wzdychać w stronę siedziby podłego zielonozgniłego zwyrodnialca.. a nawet od czasu do czasu składałe swoje śliczne małe białe ręce na swoich piersiątkachi mglistym spojrzeniem przeciągała po horyzoncie. A tego nie można było ot tak tolerować. To było groźne, racja stanu, odpowiedzialność przed historią... no bo co by było gdyby dzieci 3 klasy szkoły powszechnej za dwadzieścia lat uczyły się o smoczym przewrocie, mezaliansie gatunkowym i to wkuwanie dat jeszcze? Książę czuł cieżar histori i był gotów wziąć ją na swoje barki. To znaczy nie koniecznie swoje. Oczekiwał przybysza, polecanego przez Wuja maga który ze swoich obrzędowych złotych stringów wywróżył rewolucję i opisał Smoka Marcelego jako na czele rokoszu, i barwnie opisał scenę detronizacji Pepsina kładąc szczególny nacisk na rolę smoka w całej histori.
Polecił mu Specjaliste od trudnych i mokrych spraw – pewnego błędnego rycerzyka który mimo iż lata jego swietności zgodnie z biologicznym zegarem już dawno mineły ale nadal gwarantował, ciche i skuteczne załatwienie smoka Marcelego...
Rozpatrywał jeszcze czyby drugi raz nie pod płaszczykiem gastronomicznej firmy Szewczyk-Dratewka Sp z oo mającej wyłączność na dokarmianie smoka, nie zatruć go nieświerzą żywnością, ale w tym momencie stracił pakiet kontrolny i niestety za drogo by go to kosztowało, a z drugiej strony za dużo miejscowych ludzi zarabiało na smoku żeby ot tak, ukręcić mu łeb. Potrzebny był ktoś z zewnątrz...
.....
Usłyszał pukanie...
Można? – bez „kto tam” w drzwiach pojawiła się czapka maga a zaraz potem cały mag i jeszcze coś a w zasadzie ktoś
- No mam GO wreszcie... przyprowadziłem nasza gwiazdę zbawienną... TADAM – Wuj Mag dla podkreślenia wagi chwili sypnął skrami po kamiennej posadzce
- Że niby co? Że ten o to oo? To TEN RYCERZ? To takie nic?
- No co ? niepodoba się? No fakt ciężką noc miał.. siedział całą noc w bibliotece i przygotowywał się do ZADANIA, i cośkolwiek niewyspany ale zwarty i gotowy
- Że co? – odezwało się to coś, marszcząc brwi i grzebiąc w pamięci – w bibliotece? Boże muszę przestać tyle używać... Literatura mnie szkodzi najwyraźniej...
- Wykąpać, Wyspać go, wykarmić i wyposarzyć – rozkaz ksiecia znany potocznie jako 4W, wprowadziło 2 osobistych kamerdynerów Księcia...
- A ty Magu, wiesz co masz robić....
- No tak jak ustaliliśmy.. Znikam
zabłysneło, żaśmierdziało i Mag zniknął. Książe Pepsin kląc pod nosem poszedł otworzyć okno i w duchu sobie obiecał że jak jeszcze raz Mag w ten sposób będzie opuszczał sale poselską, to mu normalnie da w mordę.. po chłopsku da w mordę i jeszcze nakopie...
...
Tymczasem smok Marceli już zapomniał o nocnej przygodzie z pokrzywami, właśnie kończył swój 17 tomik Wierszy Niewydanych, i z językiem na wierzchu kończył ostatnie wersy Ody do Pewnego Napoju...
Wódko pozwól zionąć
Tyś jest dla mnie pani
Tylko w tobie moc jest
Co mnie blaskim mami
Cztery kubki rano
Dwa tuż przed wieczerzą
Cztery znów w piżamie
Inne trunki leżą
Kto cie nieskosztował
Ten jakby umarły
W tobie narodzenie
W tobie byt i ......
Właśnie teraz zabrakło mu rymu do umarły.. kokardy? – bez sensu, piardy? Hehehehe nie nie nie, może farby? Nie no nie klei się..... stanął zadumał się .. nie, nie miał weny dzisiaj, postanowił przerwać te zabawy, wrócił do lektury ksiażki dla smoków – zarys awiacji, ćwiczenia, za dwa tygodnie miał zdawać egzamin na latanie, a bez prawa do latania Książe powiedział zę nie przedłuży mu licencji na wykonywanie zawodu Jedynego Oficjalnego Strasznego Smoka, więc zakuwał..... najpierw teoria a potem praktyka. Lapóweczka niewchodzi w grę gdyż w roli egzaminatora będzie sam Książę Pepsin...... Ech cięzkie jest życie smoka.. spojrzal na stertę książek jeszcze czekających na zgłębienie, tak patrzył i patrzył na nią, machną ręką i udał się do loszku by posłuchać jak dojrzewa winko i żeby jeszcze raz skatalogować ostatnie roczniki „Swobodnego Destylatora”.
member of the SUP 2005-06-03 10:58:29
skomentuj (2)
cierpienia młodego wertera
Stanisław pewnego dnia poczuł się kompletnie nikim. Przypadkowo zajrzał do statystyk i zobaczył, że ludzie przestali go linkować.
member of the SUP 2005-06-01 12:56:14
skomentuj (3)
bajeczki (1)
Siedział sobie smok Marcel wygrzewając zgrubiałą skórę na kamieniach jeszcze polodowcowych....
- pewnie waniliowych – pomyślał smok Marcel..... i zanurzył się w otchłań kontenerka budyniów czekoladowych firmy zott. Jadł z wolna nie śpiesząc się , uważnie mlaskając, nie dając po sobie poznać empirycznej wiedzy, że za pół godziny 15 cm nad żwawym jeszcze dupskiem poczuje przygniatającą magmę, która przybije go do łóżka na godzinkę.
Generalnie Smok Marcel w królestwie księcia Pepsiego nie miał nic do roboty, miał kontrakt podpisany : pomiędzy 18 a 19.30 miał chodzić nerwowo trząchać głową, mruczeć, tąpnąć co jakiś czas, zakląć, podrapać się tam gdzie mamy zawsze zabraniają się drapać małym chłopcom, miał śmierdzieć, wzniecać kurz, robić hałas, spalić jakąś stodołę (umawiali się wcześniej by gospodarz mógł zabrać sianko, a z ubezpieczenia zwracano z nawiązką i wszyscy gospodarze mieli w okolicach stodoły nówki) , podstawiano mu jakiegoś baranka o godzinie 19.30 a w soboty i święta podstawiano mu dziewicę niby to na pożarcie.. za dziewice uchodziła miejscowa córka Szewczyka Dratewki, który niedaleko smoczej groty pobudował pensjonat z oknami na polanę przed grotą. Baa... czasem tam bywał sam książę Pepsin z księżniczką Asjią. Turyści walili drzwiami i oknami, na bazarach sprzedawano pamiątki, takie jak sprzączka od paska Szewczyka Dratewki, resztki po rycerzach, smocze włosy (na potencje), i takie tam. Wzrost PKB był odczuwalny. Okolica opływała w dostatek, smok jako atrakcja sprowadzał jednocześnie gawiedź z dalekich krajów a i odstraszał wszelkie myśli o splądrawaniu księstwa Pepsiego...
A co smok Marceli? Smok Marceli był w głębi ducha marzycielem, leżał po śniadanku na ciepłych kamieniach, gryzł trawkę w paszczy, i żując ja wskazywał sobie chmurki to myśli to wspomnienia......
smok Marcel układał w wolnych chwilach limeryki, pisał baśnie i podania w jednej wersji bajki o sobie wymyślił że Szewczyk Dratewka podsuwa mu owieczkę wypchana siarką i smołą i ale poczciwy Szewczyk powiedział ze to bzdura i kłam i bez sensu i że to naciągana historia i nagadał smokowi żeby tu żadnych tanich histori nie wymyślał bo to powazny interes jest .... no Ale Marcel Nadużywał.... i był cholikiem.... zmieniały się tylko przedrostki.... a to jako młodzian był postrachem wytwórni wód gazowanych „Landrynka” ogołacając wszystkie zapasy, potem przerzucił się na batoniki „Werniks” ostro szprycowane likierem.. potem płynnie przeszedł na same likiery... potem kżyżówki panoramiczne i teleaudio... wszystko do dna, bez graniczne, do wyczerpania i bez opamiętania...
I żył by tak smok Marcel do dziś dnia gdyby, no właśnie.. jak to w bajkach bywa.. gdyby nie baba....
Kończył właśnie siódmą zgrzewkę budyniu czekoladowego gdy podeszła księżniczka Asjia. Księżniczka Asjia... żyła z ksieciem Pepsinem na kocią łapę... współrządzili Ksiestwem dzięki pomyłce króleskiego notariusza Władysława N. który zamiast zcedować wszystki prawa na Ksieciu Pepsinie, jedynym legalnym potomku Ksiecia Józefa, ustalił prawnie jego konkubinat z nieletnią jeszcze wtedy Asjią (miała niecałe 13 lat) i zarządził współrządzenie, a że nieboszczek Książę Józef miał zwyczaj nie czytać co podpisuje, tuż przed śmiercią ustanowił status Księżniczki Asji na równi ze statusem swojego syna Pepsina... Księżniczka Asjia, była podejrzewana o wpłynięcie na prawnika, przynajmniej tak sądzono po przeczytaniu napisanej przez niego ksiażce o tytule „Lolita” ale to było już dawno temu i nikt teraz do tego nie wraca... Księżniczka Asjia, co by o niej nie powiedzieć.. to nie jest postać tak do końca bajkowa ale postanowiliśmy sobie ją tu z lekka przystosować do tej baśni.....
Powiedzmy była kościstą blądynką o dość wyrażnie zarysowanych szczękach i wysokim policzku.. wiem zdaję sobie sprawę że nie jest to opis do baśni ani nawet szanującego się pornograficznego pisma... ale szacunek dla prawdy nade wszystko.. ta szczęka miała symbolizować zdecydowanie... no i ostro zarysowany podbródek rzecz jasna.
- Ej smoku... jesteś tu gdzies ćwoku?
- Tak Księżniczko?
- Jest sprawa... masz flaszke
- Flaszkę? Jedną?
- No dobra flaszkę i ja nie piję...
- No.....Ale za co?
- Pij dowiesz się........
- Eee tak to nie .. jak sobie popiję to jestem łatwy i obiecuję
- Co?
- Np. małżeństwo i pół groty... różne takie tam.... o co biega przenajpowabniejsza Księżniczko?
- No jest sprawa... ale wiesz .... jakby co to nic a nic nie wiesz....
- Ślubuję , słowo smoka..
- Ale masz syf no... posprzątałbyś sobie zarośniesz jak świnia .... ale ale do rzeczy.... musisz uwieść Księcia Pepsina..
- Nie no ciebie to ja zgwałce i to bez gry wstępnej.. O CO CHODZI... dokładnie musze wiedzieć...
- O pół królestwa...
- Dla mnie? Czy dla ciebie? Przecież ty pół już masz
- Właśnie, tylko pół....Dla mnie oczywiście... a ty sobie będziesz mógł pisac te swoje bajduły.. nawet może je wydam... - tu ksiezna spojrzała w górę przyglądając się ptakom i bezmiarowi horyzontu...
- Wydasz? .. z OBRAZKAMI? – smok się cały spioł - KOLOROWYMI?
Hmm może....... – tu księżniczka zaczeła przyglądać się swoim paznokciom... kolor Margaret Astor nr 82
- Uwieść powiadasz? Ale ale .. ja jestem smokiem ale nie dziewicą... jak zdążysz to dziewica ma być jeszcze przez piętnaście minut do pręgierza przywiązana we wsi pod grodem... potem ja mam przylecieć i ją porwać....
- Uwieść powiedziałam? O ja głupia... zwieść miało być..... zorobimy tak.....
.... tu nachyliła się i jednocześnie bezwiednie pokazując smokowi swój trudem zdobyty stanik , ręczna robota rzemieślników ze Szwecji, miseczki D, popłynął potok szeptów.. a żrenice smoka Marcelego zaciskały się bardziej i bardziej...
....
sala tronowa, zza otwartych okien sączy pijany ryk zarzynanego kota (piosenka St. Grzesiuka) : ... tańczy ja nie tańczę...... (kropki oznaczaja że ten ktoś nie zna słów i nadrabia monosylabami) .... Spokojnie bo się może skończyć źle... na Gnojnej bawimy się
- Co to tak ryczy?
- Ksiażę Pepsinie, Książę Pepsinie.. smok... – sapiąc podbiegł gorliwy pachołek
- A czego on znowu... nażarł się czego?
- Ach książę Pepsinie... nażarł się owieczek i wiecej nie chce.
- Jak to nie chce a co chce?
- Chce kżyżówkę panoramiczną, herbatę jaśminową, zestaw do badmintona i lirę...
- Lirę? A po co mu lira?
- Mówi że będzie śpiewał bo się zakochał w księżniczce której imię zaczyna się na literę A.
- Śpiewał? NA LITERĘ A POWIADASZ? Boże on jest chory... czy lekarz go zbadał?
- Nie... lekarza nie ma bo jest chory
- Aha....
Książę Pepsin zamyślił się głęboko.. pewne jeszcze niekonkretne myśli zaczeły mu krążyć po łepetynie jak piłeczka pomysłowego Dobromira... żyłka zazdrości już pulsowała na lewej skroni... po pół godzinie znowu wpadł życzliwy pachołek
- Książę Pepsinie, Książę Pepsinie.. Księżniczka Asjia...
- Co..też lirę chce?
- Nie biega.. biega wokół pałacu nago i krzyczy: smoku smoku ratuj
- Jak krzyczy?
- Smoku smoku och smoku ratuj – tak dokładnie krzyczy
- Nie no ja zwariuję...... Whisky.... najpierw whisky...
- Już nalewam...Coś jeszcze?
- Każ wydać szybko dwa edykty.. i posłac doboszów ... pisz
SMOKOM ZABRANIA SIĘ ROZMWAIANIA Z KSIĘZNICZKAMI Z IMIENIAMI ZACZYNAJĄCYMI SIĘ NA LITERĘ A. POD KARĄ ADMINISTRACYJNĄ.....
- A drugi edykt?
- Drugi.... no niech to leci jakoś tak:
KSIĘZNICZKOM KTÓRYCH IMIENIA ZACZYNAJĄ SIĘ NA LITERĘ A ZABRANIA SIĘ ROZMAWIANIA ZE SMOKAMI A SZCZEGÓLNIE PROSIĆ ICH O JAKĄKOLWIEK POMOC, KARĄ BĘDZIE DWUMIESIĘCZNY POBYT W ŻOŁNIERSKIEJ STOŁÓWCE I NAKŁADANIE GROCHÓWKI. KARA BĘDZIE PODWOJONA GDY KSIĘŻNICZKA O TAKĄ POMOC POPROSI NAGO.
- przepisz sto razy i porozwieszaj ...
....
Księżniczka z zadolwoleniem z okien wieży łapczywie chłoneła widok doboszów z ich monotonnym sylabizowaniem dwóch edyktów.... jej plan się dopiero zaczynał.... wróciła do swojej robótki na pięć szydełek nr 4 i nucąc coś o łódzkich prząśniczkach zatopiła się myślami w niedaleką przyszłość. Uśmiech delikatnie wygładzający ostro zarysowany podbródek wskazywał że ta przyszłość komu jak komu ale samej księżniczce Asjii wyda się świetlana.
....
Przyszość nadeszła niebawem... Wszystkie księzniczki których imię zaczynało się na literę A zjechały się do stolicznego grodu zwabione ciekawością i ogólną sensacją i chadzały dumne w pełni chwały i czuły się ważne.. Całe miasto było podkscytowane zgadywaniem o co chodzi, wysuwane były tezy że czarownice ze Starachowic przepowiedziały śmierć Smokowi z rąk księżniczki której imię zaczynało się na literę A.. a z drugiej strony spelukni i knajpy huczały od plotek jakoby mafia wymogła edykty na księciu Pepsinie i w ksieżniczkach przemycano spirytus bez banderol bo smok znany z węchu zawsze bezbłędnie wyczuwał czy traktem ktoś dwuwozym zaprzegięm z napisem tir nie przewozi spirytu, i nielegalny miał być jego... i teraz mu związano ręce. Przyjechały ksieżniczki nie tylko których imię zaczynało się na literę A ale również których imię zaczynało się na literkę B. Na literkę H. a nawet Ch.... kilka K. . Smok zaszył się w grocie gdyz co brzydsze ksiezniczki chcac dostać się do żołnierskiej stołówki jawnie go nagabywały proszeniem nago o pomoc. W poszczególnych dzielnicach podnosiły się protesty księzniczek na INNE LITERY NIŻ A, nawet te które nie były księzniczkami ale które się tak czuły wzniosły demonstracje.... WSZYSTKI KOBIETY TO KSIĘŻNICZKI..... ponoć pod Lubawą utworzyło się koło męskie które wyartykuowało hasło... RZĄDAMY RÓWNOUPRAWNIENIA... DLACZEGO TYLKO KSIĘZNICZKI.. A MY TO CO?.... Niepokojące wieści płyneły do grodu zewsząd.. zadowoleni byli jedynie kowale którzy podkuwali pocztowe konie... w kraju zaczął się regularny burdel... powaga i autorytet księcia były już tylko iluzoryczny...
...
Zasępiony książę Pepsin siedział na swym tronie, założył korone tył naprzód bo był piątek (dzień gdzie w sali tronowej można było siedzieć na luzaka) jego czoło posępniało z każdą chwilą gdy co i raz przybywał posłaniec z nową wieścią.... czuł że coś wymyka mu się z rąk... nie wie co.. ale jeśli nie huknie ręką w stół to już na pewno się wymknie. A i już zaczęto szeptać jakoby Książę Pepsin zwariował i chadza nago po pałacu i układa wiersze o szarzyźnie.... Ksiażę Pepsin musiał.. musiał zareagować... a to wszystko przez tą zazdrosć i pohopne zadufanie. Przecież tak na logikę ich miłość, smoka i księzniczki Asji była tylko miłością dusz, jakiekolwiek fizyczne zespolenie skończyło by się tragedią... a znając księżniczkę i od tej strony książę wcale nie wykluczał tragedii smoka...
....
Wszedł do komnaty ksieżniczki Asji... niby to przymierzyć nowe nauszniki...
- Co robić.. lud się burzy.. smok jest traktowany niepoważnie... poobrażały się na mnie wszystkie księzniczki i te na A i te na B na H a nawet na Ch.... że nie wspomne o tych kilku na K. Musze szybko znaleść wyjscie z sytuacji...
- Zrób turniej – księżniczka Asia mimochodem nieprzerywając robótki wyszeptała śpiewnie...
- Turniej? A kto teraz na turniej przylizie.... i co w ogóle... ale masz pomysły.. toż każdy woli smoka obejżeć przy paleniu stodoły niż jakis turniej... i odkąd mamy tego Marcelego turnieju żadnego nie było i już nikt nie wie o co tam chodziło....
- No własnie.... tym bardziej.. - Księżniczka najwyraźniej wyglądała na bardzo zajętą przegryzaniem nitki..
- A gdzie ja teraz rycerzy znajdę.. wszysktie kopie i rynsztunki są albo w muzeach albi poprzekuwane na metalowe kufle do piwa i stojaki na gazety.. a rycerzy teraz to w królestwie nie ma. Albo pijani albo siedza po urzędach...
- A kto powiedział że rycerze... ksieżniczki.. tyle ich teraz masz.. zjechały się z całego świata..
- No mów mów.... – książę Pepsin stanął w rozkroku, twarzą do okna i splótł ręce za sobą.
- Ksieżniczki na literę A.... będą się pojedynkowac ze smokiem.. cała ich energia nie będzie szła w ciebie tylko ukierunkujesz ich aktywność w turniej, i cale społeczeństwo zajmie się tym turniejem a tobie dadza spokój.
- I co i co? Ale o co będą się pojedynkować? Musi być wygrana...
- O pół krolestwa..
- Nigdy...
- Słuchaj ale każdy pożądny turniej toczył się o pół królestwa.... nie czytasz bajek? A w ogóle tylko to wytłumaczy dlaczego księżniczki czystej krwi.
- No tak... ale wiesz ja się do swojej połowy bardzo przywiązałem... może niech zagrają o twoją?
- Głupiś.. przecież ja też mam na pierwsze A i jestem księżniczką.. odpada.. nie mogę walczyć o swoją połowę bo ją już mam... musi być twoja.. a zrobimy tak... ułożymy się ze smokiem ja wygram twoją połowę... i będzie jak było... ja ci ją potem oddam ty uratujesz honor.. a swoją droga żeś tą swoją zazdroscią sobie narobił problemów ...
- No co.... Swietnie to sobie wymyśliliśmy.... tylko szczegół.. jak ma wyglądać turniej? Smok przecierz jednym beknięciem rozłoży wszytkie księżniczki.
- heh księciuniu najsłodszy rusz łepetyną.
Książę Pepsin poruszał głowa na boki jak Gołota przed walką z Tysonem.. oczy jego były poruszone ale nadal zioneły pustką
- może jakaś gra? a w co może zagrac smok? – książniczka próbowała zawęzić krąg poszukiwań Księcia
- może w .... w..... ( tu przypomniał sobie że dał smokowi ostatnio dwie nowe rakietki do badmintona) w BADMINTONA?
- Świetnie ksiażę... świetnie.. w formie jesteś... heh nie zginie kraj kiedy ma takiego władcę.....
...
Dobosze nie zdązyli odpocząć, jak tylko wrócili z piewszego głoszenia zaraz wyruszyli głosić drugie.. nie omieszkali wymusić na księciu kilka nowych warunków socjalnych między innymi butelczyne whisky dziennie – miała być to rekompensata za zdzieranie gardła.. ponoć niepotoknięte czymś szlachetnym, wysychały na wiór, i króleskie słowo traciło na miąższości. No ale Książę miał ważniejsze problemy na głowie ...
Na szczęście rzeczywiście wieść o turnieju uporządkowała gawiedź, księzniczki były zadowolone, historia nabrała ciągłości, lud był rad że będzie nowa rozrywka.. w końcu mecze badmintona ze smokami nie trafiają się często... Smok Marcel ćwiczył siarczyście, darowano mu nawet palenie wsi i pożeranie dziewic, zywił się warzywami, a szczytem extrawagancji u niego to była bułka z bananem... no ale pół królestwa to nie w kij dmuchał.. i nawet taki opój jak smok przejąl się rolą...
...
Książę Pepsin ustalił szczegóły ze smokiem Marcelim i z księżniczką Asjią, co do tego kiedy i ile przegra smok z księżniczką decydujacy mecz.. Książę obiecał Smokowi dwunastoletnią whisky (miał schowane dwa tiry sześcioletniej które stały od lat sześciu, ukryte na czarną godzinę w króleskich stogach siana)... czekano tylko na wyznaczoną datę turnieju.. Smok w międzyczasie opanował badmintona w sposób perfekcyjny, czego nie można powiedziec o ksieżniczkach.. jak grzyby po deszczu w całym państwie powstawały Jedyne Najlepsze Skuteczne Szkoły Mistrzostwa Gry w Badmintona prowadzonych przez Jedynego Mistrza Świata w tą grę... najdłużej zajmowało czasu zrozumienie zasad tej skomplikowanej gry, a potem brakowało czasu na treningi ruchowe a co dopiero mówić o wykładach Strategii Gry... ale wiadomo same szkoły prowadzone były przez jedynie sprytnych ludzi interesu którzy wykorzystaki okazję, a zwolnienie z podatku przez ksiecia za pewne niedouczenie ksiezniczek też zadziałało swoje... Książe Pepsin spokojnie patrzył w przyszłosć
...
W dniu turnieju wszystko wydarzył się zgodnie ze scenariuszem, i kiedy doszło do ostatniej walki miedzy własnie księżniczką Asją i Smokiem Marcelim i kiedy rzeczywiście Smok Marceli przegrał na punkty, Książę Pepsin odetchnął i wygłosił mowę ostateczną i udekorował zwycięzczynię całując ją w oba policzki... zapadla knsternacja kiedy książe również chciał pocałwac z rozpędu smoka .. ale potraktowano to jako wypadek z rozemocjowania Księcia. Knajpy i puby tego wieczoru zepwłniły się i świętowano zwycięstwo miejscowej księzniczki.
...
- No moja droga spisałaś się świetnie .. Smok zresztą też.. uch na szczescie wszystko po staremu...
- Dałeś temy smokowi Whisky?
- Nozaraz każę mu posłać..
- Nie wypada.. powinieneś osobiście się do niego udac przecież uratował ci tyłek..
- No racja racja... zaraz z rana wyruszam.... jeszcze raz dzieki ci Asjiu za wspólne wymyślenie tego, przy kimś taki jak ty łatwiej mi się myśli... do jutra
...
następnego dnia skoro świt Książę Pepsin wyruszył do jamy Smoka Marcelego, a że nie chciał rozgłosu zabral tylko najniezbędniejszą służbę, chwila jak z radzieckiego filmu propagandowego, całowanie, trzymanie rąk .. znowu całowanie.. poklepywanie po ramieniu... i pożegnanie.. krótko, miło konkretnie książę Pepsin załatwiał takie sprawy, i czym predzej pragnął wrócić do swojego zamku....
Kiedy mijał rozstajne trzy demby na skrzyzowaniu zauważył dobosza rozwiesającego ogłoszenie, Nie przypominał sobie żeby ostatno cos ogłaszał, tym bardziej podszedł do ogłoszenia..
ZGODNIE Z WYNIKAMI TURNIEJU WŁADCZYNIĄ KSIESTWA ZOSTAŁA KSIEŻNICZKA ASJIA, W ZWIĄZKU NA POWYŻSZE WSZYSCY KSIĘCIOWIE KTÓRYCH IMIENIA ZACZYNAJĄ SIĘ NA LITERKĘ P. PROSZENIE SĄ O OPUSZCZENIE KSIESTWA, TYM PANOM DZIĘKUJEMY... W PRZYPADKU ZOSTANIA W KSIESTWIE DŁUŻEJ NIŻ TRZY DNI, UMALOWANEGO I UBRANEGO W SUKIENKE KSIĘCIA TAKOWEGO UMIEŚCI SIĘ W WIĘZIENIU DLA ODSIADUJĄCYCH DOŻYWOTNIO, NA CZTERY DNI POCZYM ODSTAWI SIĘ POZA GRANICE KSIĘSTWA
Podpisano
Księżniczka Asjia, władczyni dwóch połów księstwa...
Książę Pepsin poczuł mrowienie w tyłku i szybciutko podjechał do pałacu, którego mury były zamknięte i tylko wystawiono 3 jego walizki z najpotrzebniejszymi rzeczami w tym szczoteczkę do zębów, a sierżant mający służbe na bramie powiedział ze taki ma rozkaz, go nie wpuszczać i że rzeczywiście za trzy dni jak go znajda w krulestwie to.... tu tyłek Księzia Pepsiego znowu zadrżał... i żłożecząc na swoją głupotę szybko oddalił się w kierunku wschodniej granicy gdzie z braku pieiedzy łącznie ze swoimi wożnicą i parobkeim założyli bojsband Just 3, a gdy wyłysiał zaczoł grywać w podrzędnych filmach i kazdym z nich udawało mu się przemycić słynną kwestję że „co wy kurwa wiecie o zabijaniu” i zbierali pieniądze na zastępy zbrojnych by wrócić i roznieść na mieczach ksieżnę Asjię, która to zaprosiła do swojego pałacu na miesiąć miodowy wszystkie mieszkanki wyspy Lesbos.. no tak.. ale to już inna bajka...
..
A co ze Smokiem Marcelim? Po wydaniu jego dzieł i po szybkim spostrzeżeni że prawie nikt niewykupił jego książki. I po skonstatowaniu że stał się pośmiewiskiem, no bo co to za smok co bajki pisze, wykupił cały nakład, bo nie mógł znieść faktu że się to marnuje w księgarniach. Zamknąl się w swojej grocie z dwoma tirami whisky płakał rzewną łzą nad utracona przeszłością. Na sczęście dla siebie poznał tam przyjaciela, motyla Krzysztofa z którym to razem układali limeryki, akrostychy, diagonimy, anagramy, jolki (szczególnie układali te jolki właśnie) i krótkie bajki. Tak to czas zaczął im płynąć przyjemnie gdyby nie jedna rzecz, motyl jak to motyl... dużego pęcherza nie ma... co chwila niknął w krzakach... notak .. ale to też już inna bajka...
...
A jaki morał tej bajki? Heh kto nie przezyje to nie zrozumie niestety większości morałów jakie niesie życie. Tu można to okreslić krótko...
Morał pierwszy:
Nie wyrywaj rakietek badmintona i nie graj za kogoś, bo nigdy nie wiesz kto gra, o co i czym... i nigdy niewiadomo kto do końca jest lotką
A drugi ukryty morał?
Zawsze trzeba mieć ukryte... uch.. na czarną godzinę .. parę butelek whisky .... mniam (odgłos gulgotania i pracy jabłka Adama)
A trzeci ukryty morał ?
Nie igraj se smoczkami bo cie mogą orżnąć w badmintona... hehe żartowałem – nie ufaj babom nigdy, szczególnie gdy wydają się że nie wiedzą o co chodzi
(ciągle odgłos gulgotania)
Czwarty morał
Drukuj się i wydawaj tylko w ostatecznosci – inaczej skończysz źle
(odgłos jakby gulgotania ale wolniejszego)
Pionti morałek...
Nie ceruj... hick... sandałek
(odgłos jak wyżej)
SzóSti moRAłeK
MiLUsio – faJniUsio Kofff...HICK...Ane LoOBacHki.....
(tylko odgłos)
....
.........żółty jesienny li.... hick.....ść
member of the SUP 2005-05-31 13:20:52
skomentuj (5)
Pojednanie Kibiców
Kiedy gra Polska reprezentacja to kibice zwaśnionych ze sobą klubów piłkarskich również się godzą, bratają i mają te same poglądy. Na 90 minut gry plus 15 minut przerwy.
Chciała nieśmiało zauważyć Re(d)akcja
member of the SUP 2005-04-06 10:38:29
skomentuj (1)
Quiz
Czy ktoś tu jeszcze zagląda?
Jeżeli tak to po co?
Cieć Antoni oraz Licznik Którego-Tu-Nie-Ma
member of the SUP 2005-03-04 14:53:05
skomentuj (10)
Wynurzenia żony wrażliwego męża
Wchodzę do pokoju. W telewizji płacze Michał Wiśniewski, żona Michała Wiśniewskiego, Matka Michała Wiśniewskiego, publiczność i prowadzący też płaczą. Na przeciwko telewizora płacze mój mąż.
Po zakończeniu programu mąż dzwoni pilnie do swego brata, z którym nie widział się dwa dni. Więzi rodzinne to podstawa.
Wynurzyła się.
Żona Wrażliwego Męża
member of the SUP 2004-09-06 16:27:40
skomentuj (5)
Jak to się robi (2)
Prezes Kuciapa znowu siedział przy stole konferencyjnym. Oczekiwał na pierwszą prezentację kreacji swojej nowej linii reklamowej. Tym razem w zdenerwowaniu szarpał się za własne ucho. Drzwi skrzypnęły i do gabinetu wszedł znany już prezesowi Zbigi oraz jakaś kobieta.
- Szanowanie Prezesowi! - zakrzyknął radośnie Zbigi.
- Dzień dobry - bąknął Kuciapa.
- Żaneta, account manager! - przedstawiła się przedstawicielka płci pięknej.
- Księgowa? - zdziwił się Prezes Kuciapa - Po co księgowa?!
- Phi... - wydęła Żaneta pogardliwie usta.
Żaneta miała tak koło 30 lat, bardzo krótką mini, fryzurę blond tlenioną, bluzeczkę na guziczki rozpiętą do połowy. Na wydatnym biuście leżał duży i ciężki krzyżyk ze złota.
- No więc Żaneta zaprezentuje Pańską nową kreację, Żanetko pozwól!
Kobieta wstała, wyjęła jakieś zdjęcie i odwróciła w stronę Kuciapy. Na zdjęciu widniały trzy serdelki. Serdelki miały rączki, nóżki i buzie. No takie z noskami, oczkami i ząbkami. Każdy serdelek miał na głowie czapeczkę odwróconą daszkiem do tyłu. Serdelki ponadto miały rozłożone szeroko rączki i równie szeroko uśmiechnięte buźki.
- Oto rapujące serdelki! - dumnie odrzekła Żaneta.
- Ale... - zaczął Kuciapa niepewnie - gdzie to się kojarzy z moją firmą?
- Ale to się właśnie kojarzy! - twardo powiedział Zbigi.
- Ale w jaki sposób?! - zapytał Prezes - Bo ja widzę trzy serdelki i nic więcej!
Zapadła martwa cisza. Po długiej chwili odezwała się Żaneta.
- Nasi najlepsi ludzie pracowali dla pana po godzinach! Tu nie ma mowy o pomyłce!
Kuciapa spocił się i poczerwieniał.
- Ale żeby tu coś było o mojej firmie, no! Na razie widzę 3 parówy! Jak to ludzie mają skojarzyć ze moimi produktami, co?!
Ponownie zapadła cisza. Przerwał ją Prezes.
- To może... - zawahał się szarpiąc swoje ucho - Może ubierzemy je w koszulki z logo mojej firmy?
Poruszył się Zbigi.
- No wie Pan... to będzie dodatkowo kosztować. I to nie będzie takie proste...
- Co ma kosztować? Ile? Za co?
- No... - zaczęła Żaneta - opłata za kreatywność agencji, co nie?
- A co to jest ta opłata za kreatywność?
- No... - odparła Żaneta - No... płaci pan za to, że my wymyślimy te koszulki.
- Ale to ja wymyśliłem, że te parówy mają mieć koszulki!!! - ryknął Kuciapa.
- Proszę pana... - Zbigi zrobił się surowy na licu - podpisał pan umowę i w umowie stoi wyraźnie, że musi pan płacić!
- Muszę...? - wymamrotał niepewnie Kuciapa.
- Musi pan - syknęła jadowicie Żaneta.
Kuciapa zostawił ucho i tarmosił się za włosy. Zbigi i Żaneta zaczęli zbierać manatki.
- Jeszcze dziś prześlemy kosztorys, fakturę i dobrze, żeby pan od razu zapłacił. To przyspieszy sprawy - rzekł Zbigi.
Prezes nie odezwał się słowem. Agencja sobie poszła.
Po godzinie sekretarka podała Kuciapie kosztorys i fakturę na okrągłą sumkę. Kuciapa czytał pozycja po pozycji kosztorys.
- ... opłata za kreatywność... prawa autorskie... kromalin... prowizja agencyjna... dwie godziny DTP... dwie?!!... transport do Torunia... ...eee do Torunia?!...
Kuciapa złapał za telefon.
- Zbigi przy telefonie!
- Prezes Kuciapa z tej strony. Panie Zbigi, w tym kosztorysie jest napisane, że dwie godziny żeście pracowali a faktura przyszła po godzinie. To jak to?
- No... - Zbigi zawahał się na moment - No bo tak jest w cenniku! Właśnie tak!
- No dobra, a ten transport do Torunia?! Co żeś pan wysłał do Torunia?!
- Aaa... - Zbigi stracił na minie - wie pan, widocznie księgowa użyła poprzedniego zlecenia. Nie, nie. Spokojnie to się usunie.
- No to czekam na poprawiony kosztorys.
- Zaraz prześlemy! Au revoir!
- Uhm... - bąknął Kuciapa i uderzył głową w blat dębowego biurka.
member of the SUP 2004-07-01 09:56:45
skomentuj (6)